Zespół Szkół Technicznych i Ogólnokształcących nr 3 w Katowicach

Czy wiesz, że...

czy-wiesz zeZmieniła się piramida zdrowego żywienia? Zainwestuj w swoje zdrowie.

zasady zdrowego zywienia

 

 piramida zdrowia

Po co Brytyjczykom rodzina królewska?

Gdy w 2013 r. rodził się następca tronu, książę Jerzy, syn księcia Williama i Kate Middleton, relacje na żywo sprzed szpitala Św. Marii w Londynie nadawały wszystkie brytyjskie media, a także wiele zagranicznych redakcji. Podobnie było przy narodzinach księżniczki Charlotte. Każde nowe zdjęcie następcy tronu i jego siostry opublikowane w Internecie w mgnieniu oka oglądane jest na całym świecie. Nie wspominając już o medialnej gorączce, jaką wywołał ślub książęcej pary. Zdecydowanie mniejszą popularnością cieszyły się obchody 89. rocznicy urodzin Królowej Elżbiety II. Częściowo można to tłumaczyć faktem, że jubileusz nie był okrągły – w przyszłym roku można się spodziewać ogromnej fety, podobnej do obchodów sprzed trzech lat, kiedy świętowano 60 lat panowania monarchini na brytyjskim tronie. Poniekąd jednak młodsze pokolenie Windsorów skradło monarchini całą uwagę społeczeństwa. William i Kate, a także książę Harry, zyskali status celebrytów – sukienki, w które ubiera się Kate (a ostatnio także ubranka, w których pojawia się mały książę George) sprzedają się na pniu, a ekscesy księcia Harry'ego znacznie zwiększały sprzedaż tabloidów. Jaka jest zatem rola królowej, a także monarchii jako takiej, w Zjednoczonym Królestwie?

 
Według oficjalnej strony monarchii rolą królowej jest:
• wypełnianie ceremonialnych i oficjalnych obowiązków głowy państwa, w tym reprezentowanie Wielkiej Brytanii przed resztą świata;
• zapewnianie spójności państwa i tożsamości narodowej;
• zapewnianie stabilności i ciągłości w czasach przemian;
• honorowanie osiągnięć;
• wspieranie działalności charytatywnej.


Oczywiście królowa jest przede wszystkim oficjalną głową państwa, nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także w 15 innych krajach. Fakt ten w przekonaniu Brytyjczyków świadczy o ich wyjątkowości – o ciągłości tradycji monarchii, o historycznym poczuciu imperialnej potęgi, o swego rodzaju ekskluzywności. I nie wydaje im się przeszkadzać fakt, że królowa nie ma w rzeczywistości większych uprawnień niż prezydent w niejednym europejskim kraju: reprezentuje Wielką Brytanię zagranicą, podpisuje ustawy, przyjmuje ambasadorów obcych państw czy też powołuje premiera na wniosek parlamentu.

 

Z  pewnością jest to także rola symboliczna, dowodząca jedności państwa – królowa oprócz funkcji „głowy państwa", pełni także rolę „głowy narodu". Szczególnie w obecnych czasach, kiedy tak żywe są separatystyczne dążenia poszczególnych części Zjednoczonego Królestwa (przede wszystkim Szkocji), rola monarchii jest nie do przecenienia. Według oficjalnej strony monarchii, rodzina królewska podejmuje blisko 2 tys. spotkań i wizyt rocznie, zarówno w kraju, jak i zagranicą. Królowa i jej najbliżsi angażują się też bardzo aktywnie w popieranie działalności charytatywnej.


Oczywiście nie wszyscy Brytyjczycy są zadowoleni z bycia poddanymi królowej. Część uważa brytyjski ustrój za anachronizm. Przede wszystkim jednak zarzuty dotyczą kosztów, jakie społeczeństwo ponosi utrzymując rodzinę królewską. Co jakiś czas odżywa debata publiczna na ten temat, szczególnie w czasach kryzysu ekonomicznego. Coroczne raporty dotyczące stanu finansów rodziny królewskiej dostarczają mediom pożywki do złośliwości i pytań o konieczność zmiany istniejącej sytuacji. Należy jednak pamiętać, że rodzina królewska to nie tylko koszt – w znacznym stopniu monarchia ożywia brytyjską gospodarkę. Przykładowo ślub Kate i Williama kosztował budżet państwa ok. 20 mln GBP. Zysk dla brytyjskiej gospodarki był jednak wielokrotnie wyższy (według różnych szacunków było to od 100 mln do nawet 2 mld GBP, głównie w sektorze turystyki). Pamiątki związane z rodziną królewską cały czas dobrze się sprzedają. Kupują je zarówno sami Brytyjczycy (nadal żywa pasja kolekcjonerska), jak i zagraniczni turyści. Turyści również bardzo chętnie odwiedzają nieruchomości należące do Windsorów, w szczególności londyński pałac Buckingham.


Nie należy się spodziewać obalenia monarchii w Wielkiej Brytanii w najbliższym czasie. Brytyjczycy, choć może czasem narzekają, są w rzeczywistości dumni ze swojej rodziny królewskiej. Tym dumniejsi, że królowa Elżbieta w tym roku została najdłużej panującą monarchinią w historii (detronizując dotychczasową rekordzistkę – królową Victorię). Dopóki zaś Windsorowie będą funkcjonować w miarę możliwości w  zgodzie z oczekiwaniami społeczeństwa – m.in. akceptując status celebrytów i wszystko, co się z nim wiąże – symbioza ta będzie trwać.


Źródło: Forum Ekonomiczne

Ekonomiczna myśl tygodnia

ekonomiczna mysl"Zajmuj się tylko tym, co zależy od ciebie. Nie inwestuj energii w to, co od ciebie nie zależy."

 

Epikret z Hierapolis – rzymski filozof, jeden z kontynuatorów stoicyzmu

Czy wiesz, że...

czy-wiesz zeTak zwane „prawo Kopernika" nie dotyczy astronomii lecz ekonomii?

 

Na początku szesnastego stulecia trwała wojna ekonomiczna pomiędzy Królestwem Polskim, a Królestwem Czeskim. Król czeski w 1517 roku zaczął wybijać srebrne półgrosze w Świdnicy, które do złudzenia przypominały polskie odpowiedniki. Monety te zawierały mniej srebra i były mniejsze od półgroszy koronnych. O ile z krakowskiej grzywny, wynoszącej 197 gramów srebra, wybijano 256 sztuk monet, o tyle ze świdnickiej wybijano aż 340 sztuk. Na rynek Rzeczypospolitej półgrosze świdnickie były wprowadzane przez kupców śląskich. Stosowanie słabszych monet spowodowało wycofywanie z obiegu lepszych – polskich, które zachowywano jako formę oszczędności.


Kopernik na tej podstawie sformułował prawo ekonomiczne że jeśli jednocześnie istnieją dwa rodzaje pieniądza, pod względem prawnym równowartościowe, ale jeden z nich jest postrzegany jako lepszy (np. o wyższej zawartości kruszcu), ten „lepszy" pieniądz będzie gromadzony (tezauryzowany), a w obiegu pozostanie głównie ten „gorszy". Gorszy pieniądz wypiera lepszy.


Na sejmie piotrkowskim, w 1526 r., w dziele zatytułowanym „Rozprawa o urządzeniu monety", przedstawił teoretyczne rozważania na temat istoty systemu monetarnego i sposoby naprawy stosunków pieniężnych w Rzeczypospolitej. Jego koncepcja przegrała odmienną zaprezentowaną przez królewskiego sekretarza Decjusza, jednakże to koncepcje kopernikańskie zostały uznane za istotne dla teorii ekonomicznych.


Kilkadziesiąt lat później do takich samych wniosków doszedł autor angielski Thomas Gresham – dlatego też w ekonomii prawo to jest znane pod nazwą „Prawo Kopernika -Greshema".

Cena zewnętrzna pieniądza

Ceną zewnętrzną pieniądza jest kurs walutowy mówiący nam ile jednostek waluty krajowej (czyli polskich złotych) musimy wyłożyć na stół w celu nabycia wybranego pieniądza zagranicznego. Ten sam kurs mówi nam oczywiście o tym, ile należy też wyłożyć jednostek waluty zagranicznej za jednego złotego. Jeśli jeden euro kosztuje cztery złote, to tym samy jeden złoty kosztuje 0,25 euro.

 

O ile o cenie wewnętrznej pieniądza decyduje najczęściej bank centralny, to w przypadku ceny zewnętrznej, proces ustalania jest bardziej złożony.  Wcześniej rola banku centralnego przy ustalaniu ceny zewnętrznej pieniądza była pierwszorzędna, ale dzisiaj rola ta jest znacznie mniejsza. Dlaczego? Jest to na pewno efekt uboczny globalizacji. Podobnie jak ludzie, pieniądz podróżuje. Jest to nawet logiczne, bo ludzie przemieszczający się z jednego miejsca do drugiego, nie mogliby czynić tego bez pośrednictwa pieniądza. A w ostatnich latach mobilność ludzi znacznie wzrosła, co ma też przełożenie na proces kształtowania się ceny zewnętrznej pieniądza. Kiedyś ludzi obowiązywały granice, dzisiaj one powoli albo znikają, albo się zacierają. Wcześniej ludzie potrzebowali paszportu (aby wyjechać z kraju macierzystego) oraz wiz (aby jechać do kraju obcego). Nie inaczej było z pieniądzem. Rolę paszportu i wizy odgrywały zezwolenia dewizowe państwa (z którego się wywoziło pieniądz) oraz zezwolenie dewizowe państwa, do którego przywoziło się pieniądze. Ograniczenia te były bardzo surowe, a w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych w Polsce groziła nawet kara śmierci za handel walutami  obcymi (choć nigdy nie była wykonana).

 

Dzisiaj zdecydowana większość ograniczeń przeszła do lamusa, choć nie można wykluczyć ich powrotu (podobnie jak obowiązku posiadania wizy i paszportu przez ludzi). Jedną z przyczyn porzucenia ograniczeń był fakt, że przegrywały one w wyścigu z technikami i zachowaniem ludzi mających na celu ominięcie tychże ograniczeń. Wystarczy podać przykład, które na pewno będą pamiętać osoby starsze. Kiedy ludziom przed 1989 r. odmówiono prawa sprzedaży i kupna walut obcych, ci natychmiast zaczęli się odwoływać do czarnego rynku (gdzie dokonywano nielegalnych transakcji po kursie ustalonym przez strony biorące udział w transakcji, a często wyznacznikiem ceny dolara było pół litra wódki).

 

Stopniowy zanik ograniczeń dewizowych był jedną z przyczyn powstania światowego rynku walutowego. Jest on największym rynkiem na świecie, a jego dzienne obroty wynoszą ponad 5 bilionów dolarów. Aby zrozumieć jak duża jest to wielkość, wystarczy dodać, że PKB Polski wynosi zaledwie 550 mld dolarów USA, czyli ok. jednej dziesiątej obrotów światowego rynku walutowego. A z osiągalnych danych wynika, że naprawdę bardzo znikomy udział handlu polskim złotem odbywa się w Polsce. Zdecydowana większość tego handlu ma miejsce w Londynie.

 

Tak więc, od kliku dobrych lat, kurs złotego coraz mniej zależy od tego co uczyni bank centralny, a coraz bardziej jest uzależniony od zachowania się dużych inwestorów finansowych. Jak działa tak wielki rynek? Jego funkcjonowanie naprawdę nie różni się od pozostałych rynków. Jeżeli ci wspomniani inwestorzy będą się ubiegać o nabycie polskiego złotego, cena zewnętrzna złotego wzrośnie. A to oznacza, że za jednego dolara (czy euro) będziemy musieli mniej wyłożyć na stół w kantorze lub banku (albo to, że inwestorzy będą musieli więcej wyłożyć swoich środków na nabycie złotego). Zilustrujmy skutki aprecjacji, czyli wzmocnienia się złotego. Jeśli np. pod wpływem dobrych informacji dochodzących z polskiej gospodarki dochodzi do wzmocnienia złotego, to za jednego dolara będziemy płacić mniej, np. zamiast ok. 4 złotych, zapłacimy trzy złote. A ile inwestor zagraniczny będzie musiał zapłacić za złotego? Przed wzmocnieniem złotego, mógł nabyć polską walutę już za 25 centów (albo 100 złotych za 25 dolarów), a po wzmocnieniu jeden złoty kosztował go już ponad 33 centy (albo za 100 złotych musiał wyłożyć 33,33 dolary). Warto jednak tutaj podkreślić, że do wzmocnienia złotego może dojść nie tylko pod wpływem dobrych wieści gospodarczych z naszego kraju. Gorsze dane makroekonomiczne z USA mogą również dobrze wygenerować wzmocnienie się polskiej waluty.

 

Podobny proces będzie zachodzić przy osłabieniu złotego, czyli deprecjacji. W przypadku np. gorszych danych makroekonomicznych, inwestorzy będą chcieli wyzbyć się polskiego złotego, w efekcie czego jego kurs (cena zewnętrzna) będzie spadać. Jak długo kurs złotego będzie spadać i o ile? Proces spadku złotego będzie trwać tak długo, aż nowa (niższa) cena złotego zachęci inwestorów do ponownego zainteresowania się nabywaniem polskiego złotego. I tak, jeśli dolar kosztuje 4 PLN, to na skutek spadku wartości złotego, jego cena wzrośnie np. do poziomu 5 złotych. Będzie to też oznaczać, że inwestor zagraniczny będzie mógł nabyć złotego za 20 centów (albo 100 złotych za 20 dolarów). I jeszcze jedno. Podobnie  jak wzmocnienie złotego nie musi być zawsze związane z dobrymi danymi makroekonomicznymi, tak osłabienie złotego nie zawsze musi być pochodną złych danych gospodarczych z naszego kraju. Wystarczy, że pojawią się lepsze dane gospodarcze z USA, aby inwestorzy zaczęli wyprzedawać polską walutę (tym samym osłabiając ją) w celu nabycia coraz bardziej pożądanego dolara USA.

 

Oprócz dobrych danych makroekonomicznych, są jeszcze inne czynniki odgrywające wcale niemniejszą rolę przy wyznaczaniu ceny pieniądza. Jednym z nich jest płynność. Znany brytyjski ekonomista David Bloom przyrównał płynność do … rozmiaru (szerokości i wysokości) drzwi. I to nie jest żart. Postarajmy sobie wyobrazić handel daną walutą do jednego dużego pomieszczenia, w którym znajdują się wszyscy inwestorzy posiadający polskiego złotego. Tak jak w każdym pomieszczeniu, tak i naszym fikcyjnym pomieszczeniu może wybuchnąć pożar. Na rynkach walutowych uosobieniem pożaru jest nagła wyprzedaż danej waluty spowodowana nie zawsze czynnikami ekonomicznymi (np. kryzys polityczny, czasem nawet kataklizm klimatyczny mogący się odbić negatywnie na gospodarce). Podobnie jak ludzie uciekający przed pożarem, tak samo inwestorzy wyprzedają walutę i szukają bezpiecznego schronienia. Tak jak w przypadku każdego pomieszczenia z osobami, skuteczność ucieczki przed pożarem zależy od szerokości i wysokości drzwi wyjściowych (albo awaryjnych). Im większe drzwi, tym sprawniejsza ewakuacja osób i mniejsze ryzyko na rynku. W naszym fikcyjnym pomieszczeniu, efektywność w jego opuszczaniu będzie uzależniona od stopnia płynności. Im większa płynność, tym mniejsze ryzyko poniesienia dotkliwych strat finansowych z tytułu spadku kursu walutowego. pieniądza.

 

Najszersze drzwi na rynkach finansowych mają waluty określane często mianem waluty bezpiecznego schronienia. Dlatego w okresie eskalacji napięć na rynkach walutowych (czy w ogóle na świecie), inwestorzy uciekają najczęściej za sprawą jego ogromnej płynności w dolara amerykańskiego. Innymi tego rodzaju walutami są  jen japoński oraz wspomniany w poprzednim artykule, frank szwajcarski. I skupmy się teraz właśnie na walucie Szwajcarii, bo jej przykład stanowi świetną klamrę umożliwiającą połączyć cenę wewnętrzną oraz zewnętrzną pieniądza w jedną całość.

 

Szwajcarski rynek finansowy jest na pewno jednym z najlepiej rozwiniętych rynków finansowych na świecie, ale daleko mu do płynności rynku amerykańskiej. Niemniej inwestorzy lgną do tego rynku w chwilach dużych napięć na świecie. Jednym z powodów tej migracji do franka jest jego niska cena wewnętrzna. Wydawałoby się to nielogiczne, bo inwestorzy powinny uciekać do walut o wysokim oprocentowaniu. Ale inwestorzy w chwilach napięcia zupełnie inaczej patrzą na wysokość stóp procentowych. Ich wysokość postrzegają jako pochodną inflacji w danym kraju. Innymi słowy, wyższe stopy procentowe są pochodną najczęściej wysokiej inflacji (która uszczupla wartość naszych zasobów pieniężnych) i odwrotnie. Dlaczego?

 

Otóż, w czasach prosperity inwestorzy lubią lokować pieniądze w krajach o wyższej inflacji. Liczą po cichu, że mający miejsce w tych krajach wyższy wzrost gospodarczy zrekompensuje im (i to z nawiązką) wyższą inflację. W dobie kryzysu inwestorzy jednak odchodzą od tej strategii.

 

Niska cena wewnętrzna pieniądza w Szwajcarii jest efektem tego, że Narodowy Bank Szwajcarii jak żaden inny bank centralny na świecie chroni swój pieniądz przed zabójczymi skutkami nadmiernej inflacji. Dlatego też inwestorzy wręcz prześcigają się w chwilach napięć finansowych (a tych ostatnich nie brakowało na przestrzeni ostatnich ośmiu lat) w staraniach o jak najszybsze nabycie jak największej ilości franków szwajcarskich. To właśnie za sprawą ich zachowania, wartość franka (mierzona w polskich złotych) uległa w ostatnich siedmiu latach niemalże podwojeniu i stała się przyczyną dużych kłopotów wielu polskich frankowiczów.

                                                                                                          Źródło: nbportal.pl

logo bip2

vulcan

DZIEN OTWARTY

2017-srebrne-technikum-perspektywy

brazowa szkola

laur1

filmik1

festyn

osiagniecia


medal

rozwoj

KKZ

LogoSIMP

cisco

ksapl

logo wst

wsti

GWSP

prpgeCad

logo-katowice